***

Wypalam
swój strach
każdego dnia
i każdej nocy,
wypalam się wewnętrznie
i już wnętrze nie powraca,
miłość, która drzemie na samym moim dnie,
wznosi się,
wiedząc, że znowu zdusi ją
niekończący się strach,
jedyny nie wypalony przedstawiciel
mojej ludzkiej rasy,
samotność wybrana,
samotność jest tylko
nadana,
w samotności topniejąc jak lód,
skurczony bezpowietrzny
balon,
słodki pocałunek ust
zamieniony w rozedrgany
puls,
nawet tak trudno
spleść nam dzisiaj dłonie
poznaj prawdę,
może spadnie ten ciężar,
poznaj,
dotknij tej drżącej, spoconej
dłoni
kipiące emocje,
pozostał we mnie
ten morderczy zryw,
widziałem to w lustrze,
wszystko z zewnątrz
nie gra roli,
patrząc głęboko w oczy
dostrzegłem ten mały punkcik,
przeszyłem sam siebie,
nie zobaczyłem tylko
twarzy tego,
który zrobił
mi to wszystko
mózg, który odróżnił nas
i wyniósł ponad to,
który dał czucie
jest dzisiaj wrogiem,
nie mogę,
jeszcze jestem niegotowy,
żeby zakończyć to
w jakikolwiek sposób,
onieśmielenie
przeszkoda miłości,
gdzieś i kiedyś
to ziarnko zasiane
przerosło mnie,
czuję każdym gestem
tę odrębność ...
w tym dole
jakby nie ma miejsca
na nas dwoje,
tu jestem sam.